agregat - nie dla tarczy antyrakietowej - sklep sote - apartamenty sopot - części samochodowe - gry bijatyki - Mapa Francji - Wynajem autokarów - tacierzyński - Reklama na witrynach - Venom Hyperdrive - DIRETÓRIO DE WEBSITE - fotki

Jak się ubierać?

Kilka słów na zakończenie

wrzesień 19th, 2008

Buty z cienkiej, dobrze wyprawionej skóry są eleganckie, wygodne i drogie. Osoba je nosząca jest gotowa co nieco dać z siebie, wysilić się, aby zapewnić sobie komfort i wysoką jakość życia. Z takimi butami trzeba się dobrze obchodzić, żeby zachowały wygląd. Grube buty na grubej podeszwie zdradzają solidnego gospodarza: gotów jest zainwestować, ale w zamian chce dostać coś trwałego. Skoro już doszliśmy od molekuł białka do wielkiego organizmu społeczeństwa, od instynktów do rytuałów i od głów do stóp, chciałbym moje uwagi na temat mowy ciała jako wyrazu ludzkiego zachowania zamknąć ostrzeżeniem: Nie dowierzajcie Państwo nigdy językowi ciała, gdyż natura ludzka jest podstępna i oszukańcza. Przekonałem się o tym pewnego   wieczoru   podczas   występów   gościnnych   w   Londynie W pierwszym rzędzie siedział bardzo ważny, bardzo wpływowy kry tyk. Zacząłem występ. Krytyk wykrzywił się, z kwaśną, niezadowoloną miną przyglądał się mojej pantomimie. Wysilałem się do granic własnych możliwości, dawałem z siebie wszystko, dosłownie przechodziłem sam siebie. Ale na jego twarzy nie drgnął nawet najmniejszy mięsień, siedział jak skamieniały z tą swoją kwaśną miną. Omal się nie załamałem. Po przedstawieniu ten człowiek przyszedł do mojej garderoby. Ciągle z tym samym wyrazem twarzy podszedł do mnie, z niedowierzaniem potrząsając głową, ujął moją rękę, uścisnął i po wiedział: ?Unbelievable!”, nie do wiary…
Nie napisałem tej  książki, aby przedstawić swoje przemyślenia, odczucia i badania jako nowe zdobycze wiedzy. Przeciwnie. Chciałem jedynie zwrócić uwagę i wyczulić Czytelnika na znane i naukowi) uznane sygnały mowy ciała, których znaczenie umyka nam w co dziennej bieganinie. Jeśli teraz będziecie Państwo potrafili rozpoznawać te znaki u siebie i innych, jeśli zaczniecie wykorzystywać je jako środek lepszego porozumienia, to te kartki spełniły moje oczekiwania.

Podsumowanie

wrzesień 19th, 2008

Łatwiej jest z góry ograniczyć ludzką zdolność podejmowania decyzji przez narzucenie ścisłych norm i oczekiwań i pielęgnować ich poczucie obowiązku. W razie zapomnienia, niedopatrzenia obowiązku, wyrzuty sumienia przywiodą delikwenta z powrotem na słuszną drogę. Tak właśnie działają mechanizmy społecznego szantażu. Te role wymagają bowiem innego zachowania. Rzecz w tym, aby odgrywać właściwą rolę we właściwym miejscu i czasie; niekiedy trzeba się dostosować, zagrać role, jakiej oczekuje albo potrzebuje partner. Żona z pewnością nie ma nic przeciwko temu, by jej mąż na wielkim przyjęciu nie tylko grał rolę troskliwego małżonka, ale i nie zapominał o swojej zawodowej pozycji. Ale w niedzielne południe, w kuchni, jest jej milszy ciepły, pogodny ojciec rodziny, a w letni wieczór - romantyczny kochanek. Jest pewne, że sympatię naszego gościa zaskarbimy sobie raczej nie wysokością rachunku, ale staraniem o to, by sprawić mu przyjemność. Gościnność to pewny środek porozumienia - pozwala przełamać bariery, zbliżyć się do siebie. Nie zapominajmy o tych drobnych, miłych gestach gościnności, doceniajmy je: ?Może kawy? Po turecku czy z ekspresu? Herbata z mlekiem czy z cytryną? Nalać ci drinka? A może coś mocniejszego?” Takie gesty i propozycje uwalniają od terytorialnej rezerwy, wyrażają nasze staranie o otwartość. My coś dajemy, nasz gość przyjmuje. Zbliżamy się do siebie bez poczucia zagrożenia terytorium. Dziecko złości się, jeśli w samym środku zabawy wydajemy mu jakieś polecenie. Łatwiej mu akceptować nasze prośby, jeśli wie, co ma kiedy robić, jeśli ma zaplanowany czas. Gdy mamy mało czasu, a ktoś zanudza nas paplaniem i pustą gadaniną, to mówimy nie tylko: Twoje gadanie działa mi na nerwy, ale i: Niepotrzebnie zabierasz mi czas! Ta osoba narusza nasze terytorium czasowe, rości sobie prawa do czasu, który nie jest jej własnością.

Nie szata zdobi człowieka

wrzesień 19th, 2008

Na poziomie szefostwa, wśród dyrektorów i rady nadzorczej dopuszcza się także wygodniejsze, bardziej sportowe stroje. Tweed i niedbale noszona marynarka są dozwolone na odpowiednie okazje. Kto ubiera się wygodnie, ten lubi wygodę w miejscu pracy, ceni przyjemne otoczenie, przykłada wagę do dobrego serwisu.
Jeśli zaś idzie o sport, to niekoniecznie trzeba go uprawiać wyczynowo. Odpowiedni jest golf i jazda konna, a barwy klubowe na krawacie i skromny znaczek stowarzyszenia sportowego są ważniejsze niż atletyczne bary.
Istotne jest, aby nie przesadzić ze swobodą stroju - nie może on być zbyt modny - to sprawia odrobinę niesolidne wrażenie. Także panie - jeśli już po co innego niż w celu reprezentacji dopuszczono je do wyższych rang - nie powinny wybierać strojów i ozdób zgodnie z najnowszym krzykiem mody. Preferowana jest ponadczasowa elegancja - najlepiej kostiumy albo spódnica, bluzka i marynarka, a więc ubiór, w którym panowie stworzenia ciągle jeszcze rozpoznają znaki swojej dominacji. Słaby punkt jest na dole, na poziomie stóp. Oglądamy się w lustrze i wszystko gra w naszym ubraniu - z wyjątkiem stóp. Nogi i stopy to bardzo wrażliwe części ciała. Cały dzień jesteśmy na nogach - w sensie dosłownym i przenośnym. Na stopach znajdują się strefy refleksyjne wszystkich narządów i części ciała; stąd energia płynie w górę, ożywiając nasze myśli, stąd odpływa z powrotem do ziemi, na której stoimy. Stopy to bardzo osobista część naszego ciała. Potrzebują wygody, musimy im ją zapewnić, bo inaczej odetniemy własne korzenie. Ale stopy musimy włożyć w buty - i wtedy często okazuje się, że obuwie pozostaje w sprzeczności z resztą naszej garderoby. Góra sygnalizuje: taki chciałbym być. Dół pokazuje: taki jestem. Stare, znoszone buty w zasadzie rzadko świadczą o skąpstwie. Wskazują raczej na wierność i przywiązanie, na uzależnienie od starych przyzwyczajeń. Temu, kto nosi stare buty, niełatwo przyjdzie zerwać stary związek; raczej będzie tolerował to i owo, aby uniknąć zmiany. Myśl, że trzeba zaczynać od nowa, odstrasza go - nowe buty uciskają przecież, a w tych starych da się jeszcze pochodzić. Szerokie i wygodne buty widzimy nierzadko w połączeniu z przepisowym i raczej sztywnym ubraniem. Sprzeczność narzuca się natychmiast. Taki człowiek wprawdzie bardzo pragnie spełnić oczekiwania związane z rolą, ale w gruncie rzeczy jest to dla niego zbyt trudne, zbyt męczące, wymaga zbyt wiele wysiłku: ?Zróbmy więc to, czego od nas wymagają, ale na miłość boską, nie komplikujmy spraw, ułatwiajmy sobie jakoś to wszystko; będę szczęśliwy, kiedy znowu znajdę się w domu”. Modne buty mówią same za siebie: ?Trzeba być nowoczesnym za wszelką cenę, liczy się dzień dzisiejszy, wczoraj przeminęło, o jutrze pomówimy później, a na wygodzie zależy mi równie mało, co na spokojnym, sytym zadowoleniu”.

Kodeks ubioru

wrzesień 19th, 2008

Wiadomo, że rodzaj stroju jest symbolem statusu. Tutaj rozpatrzymy znaczenie ubioru jako sygnału roli. Przez sposób ubierania się, przez strój, jaki zakładamy na konkretną okazję, identyfikujemy się z określoną grupą czy wydarzeniem, akcentujemy swoją rolę. Na ślub zakładamy ciemny garnitur z muchą albo jasnym krawatem; czarne ubranie jest odpowiednie na pogrzeb. Etykieta nakazuje, aby na ważnych uroczystościach i przyjęciach pojawiać się w smokingu albo we fraku. Kto nie może się w takim ubraniu zaprezentować, ten nie spełnia
oczekiwań, wypada z roli i lepiej, żeby pozostał w domu. Środowiska młodzieżowej subkultury ostentacyjnie zwracają się przeciwko mieszczańskim, ogólnie przyjętym zasadom ubierania się - kreują własne mody. Jeśli ktoś chce należeć do grupy punków, rapperów harleyowców czy dresiarzy nie może się wyłamywać, musi spełniać wymogi rytualnego stroju i wyglądu. Studenci noszą dżinsy, sportowe podkoszulki i luźne swetry nie tylko dlatego, że jest to wygodne, ale i po to, by zademonstrować luźną, niedbałą postawę. Jeśli ktoś biega po kampusie w garniturze i krawacie, to musi to być profesor, urzędnik albo ambitny gość, który chce szybko zrobić karierę i dostosować się do tych na górze. W dawniejszych czasach typ ubioru jednoznacznie odzwierciedlał role i funkcje w społeczeństwie. Średniowieczne przepisy ściśle i szczegółowo określały charakter stroju - z dokładnością do liczby guzików i wartości galonów - przynależnego danemu stanowi. Przekroczenie tych przepisów - jak na przykład wtedy, gdy skromny mieszczanin założył strój przysługujący tylko szlachcicowi - obłożone było karami. Po ubraniu można było rozpoznać, do jakiego ktoś należy cechu, czy jest czeladnikiem, czy majstrem. Te jasne znaki rozpoznawcze zniknęły, kiedy nastąpiło rozluźnienie ścisłych podziałów stanowych, a współczesne tendencje rozwoju zatarły różnice społeczne. Zuniformizowany strój sprawdził się i zachował tylko w niektórych grupach zawodowych, gdzie jest niezbędny jako sygnał roli i symbol statusu; są to mundury wojska i policji, szaty duchowieństwa i habity zakonne, białe kitle lekarzy i personelu szpitalnego, uniformy pocztowców, kolejarzy, pracowników innych instytucji komunikacji publicznej, liberie personelu hotelowego oraz frak z ciemnymi wyłogami, który wkłada dystyngowany kelner. Mimo to współczesne społeczeństwo wykształciło własne konwencje, które łączą określone role z ubraniem o odpowiednim charakterze, a sposób noszenia ubrania traktują jako wykładnik statusu. Niebieskie robocze kombinezony wiszą wprawdzie zapomniane w fabrycznej szafie, a szare flanelowe ubrania biurowych urzędników ustąpiły miejsca bardziej swobodnym i wygodnym strojom, ale asystent dyrektora bez krawata- to niemożliwe! Im wyższa pozycja na hierarchicznej drabinie, tym silniejszy przymus konwencji, tym więcej znaczą odstępstwa od normy przypisanego danej roli zachowania. Biznesmeni i bankowcy, osobistości życia publicznego, ludzie, którzy rzeczywiście mają wpływy i władzę, noszą granatowe bądź ciemnoszare ubrania. Odpowiednia jest jodełka - podkreśla element konserwatywny, tradycyjny; kojarzy się z pełną rezerwy manierą angielskich wyższych sfer albo z dyskretną dystynkcją francuskiej arystokracji finansowej. To dowód klasy, odpowiedni dla bankierów, członków i przewodniczących rad nadzorczych, którzy już się wykazali umiejętnościami, zainwestowali swoje zdolności i kapitał i teraz doglądają wszystkiego z boku. Energiczni, ambitni pracownicy powinni raczej zrezygnować z jodełki, gdyż w ich przypadku, podobnie jak w przypadku modnych fircyków, taki strój sygnalizuje udawanie kogoś, kim się nie jest.

Kompromisy

wrzesień 19th, 2008

Tymczasem w rzeczywiście dojrzałym społeczeństwie należałoby na początku dopomóc ludziom w zyskaniu świadomości ich własnej wartości oraz indywidualnych umiejętności. Człowiek powinien sobie ufać, kiedy przystępuje do jakiegoś zadania. To, czy wykona je dobrze, czy źle, nie wpłynie wtedy na jego poczucie własnej wartości. Inne zadanie będzie lepiej odpowiadało jego umiejętnościom. W każdym razie nie po to tu jesteśmy, aby spełniać i akceptować dowolne albo niestosowne oczekiwania innych. Kiedy świadom mojej własnej wartości i spokojnie oceniwszy moje umiejętności i siły przejmują odpowiedzialność za coś, to dopiero wtedy nie spełniam cudzych oczekiwań, tylko sam przed sobą stawiam zadanie. Wówczas nie załamie się, gdy nie uda mi się go wykonać. Jeśli jednak bierzemy na siebie zadania z przymusu albo powodowani ambicją, by przypodobać się innym, by usprawiedliwić ich oczekiwania, to łatwo o przecenienie swoich możliwości i katastrofę. Poczucie własnej wartości zostaje nadszarpnięte, gdyż myślimy wtedy, że zawiedliśmy, szacunek dla samego siebie doznaje uszczerbku, gdyż się przeceniliśmy, kompleks niższości staje się przeszkodą w spełnianiu przyszłych zadań. Oczywiście i ja zdaję sobie sprawę z tego, że pomiędzy mną a innymi istnieją rozmaite zależności, że dla współżycia i współdziałania w społeczeństwie konieczne jest, aby ludzie mogli w określonych granicach wzajemnie polegać na sobie, żeby mogli być pewni spełnienia swoich wzajemnych oczekiwań. Jest wystarczająco dużo praw, które ustanawiają odpowiednie reguły zachowania, ale są i takie, które zbyt szczupłe zarysowują ramy. Gdyż właśnie dlatego, że zależności są wzajemne, to zarówno dla jednostki, jak i dla całej społeczności jest korzystne, aby ów ?horyzont oczekiwań” nie był zakreślony zbyt ciasno. Niemożność spełnienia nieodpowiednich lub zbyt wysokich oczekiwań prowadzi do przeciążeń, frustracji, obniżenia poczucia własnej wartości, spadku wydajności i chorób psychosomatycznych. Osoba, która takie wymagania stawia, doznaje nie tylko rozczarowań, ale i z konieczności, wskutek złego zaplanowania, ogranicza swoje własne możliwości działania. Na koniec okazuje się, że pod naciskiem wzajemnych oczekiwań wszyscy zaszkodzili sobie i ograniczyli własne możliwości rozwoju. Nawiasem mówiąc, nie inaczej wygląda to na polu ideologii i polityki. Kto stale szermuje hasłami Marksa albo Poppera, Keynesa albo Freedmana, spełnia wprawdzie oczekiwania ugrupowania bądź partii, o  której uznanie zabiega, ale w ten sposób nie zyskuje sobie opinii dojrzałego człowieka. Aby to osiągnąć, musiałby, przy pełnej świadomości własnej  wartości,  właściwie oceniając  swoje umiejętności i  doświadczenia, krytycznie przeanalizować wszystkie te poglądy, przetworzyć, wzbogacić własnymi ideami i przemyśleniami. Dzielić się należy tylko mocno ugruntowanymi opiniami.